Greta Thunberg i sny o upadku kapitalizmu

Jesień mi doskwiera, natura wokół zasypia, więc pomyślałem, że to dobra okazja na wskrzeszenie bloga. Do pisania skłoniło mnie wczorajsze wystąpienie Grety Thunberg, kilkunastoletniej dziewczynki, o której, po jej przemówieniu na szczycie klimatycznym, mówi obecnie cały świat. Cały wpis będzie jednak nie tylko o niej, ale też o moich ogólnych przemyśleniach na temat globalnego ocieplenia i sytuacji w jakiej się w związku z nim znajdujemy. Wybaczcie jeżeli będzie drętwo (ja to się umiem zareklamować, co?), ale dawno nie pisałem.

greta.jpg

Wróćmy jednak do Grety. Szesnastoletnia aktywistka, córka aktora i śpiewaczki operowej, dała wczoraj niezły popis na szczycie klimatycznym ONZ, gdzie z teatralną miną i takimże tonem ochrzaniła od góry do dołu światowe elity, które w jej ocenie robią zdecydowanie za mało w celu zapobiegnięcia katastrofie klimatycznej. „Jak śmiecie!” huczała na nich groźnie łypiąc, wśród burzy oklasków publiczności, „skradliście mi moje marzenia i moje dzieciństwo”. Jej wystąpienie było w zasadzie głównym tematem wczorajszego dnia i wydaje się, że będzie o nim głośno jeszcze jakiś czas. Zaskakujące jak dużym echem odbiło się to dość ubogie w treść, za to bogate w emocje przemówienie. Na jego temat wypowiada się zdaje się każdy i jak to z takimi sprawami bywa oceniane jest skrajnie różnie w zależności od tego, kto dokonuje oceny. Wypowiem się i ja. Na takim bardzo podstawowym, emocjonalnym poziomie bardzo mi się podobało. Uważam, że wyszło naprawdę super. Nie chodzi mi nawet o samą treść, bo za dużo jej nie było, ale chodzi mi o efekt. Zwłaszcza podobają mi się negatywne wypowiedzi, głównie prawicowców, którzy na głowie stają, żeby jakoś podważyć zasadność zaprezentowanych przez Gretę emocji i żali oraz zakwestionować jej motywację. Powstała masa artykułów, mnóstwo polityków postanowiło wypróżnić się z tej okazji na Twitterze, a argumentów używają całej gamy, od zarzucania niedojrzałości, przez sugerowanie zmanipulowania, jeden mądrala porównał ją nawet do młodych dziewczyn wykorzystywanych w produkcji materiałów propagandowych trzeciej rzeszy. Dużo jest też strojenia sobie z niej żartów, usilnego zaznaczania, że nie bierze się jej na poważnie. Wszystko to świadczy, że zamierzony efekt tego wystąpienia został osiągnięty. Oczywiście nie chodzi o to, że jej słowa zmotywują do skuteczniejszej walki z globalnym ociepleniem, nie oszukujmy się. Nie taki był jednak moim zdaniem prawdziwy zamysł, chodziło po prostu o podburzenie i sprowokowanie kapitalistycznych elit, o środkowy palec wyciągnięty w stronę systemu, czy też o przysłowiowe splunięcie w oko tłustym kotom finansjery. Ten cel został osiągnięty i muszę powiedzieć, że cholernie mi się to podoba. Na swój sposób i we mnie budzi takiego już niemal zapomnianego zbuntowanego nastolatka, który swojego czasu marzył o znalezieniu się dokładnie w takiej sytuacji. Mieć okazję w wieku kilkunastu lat stanąć przed całym światem, by wykrzyczeć w stronę dorosłych swoje żale i emocje, to jest dopiero coś. Doceniam to i szanuję. Oczywiście oceniając te wystąpienie poza emocjami, to otrzymujemy taki nieco histeryczny elaborat, w którym dużo jest domagania, a niewiele (w sumie zero) jakichkolwiek propozycji. Jeżeli jednak oczekujemy od szesnastolatki rozwiązania problemu tak skomplikowanego jak globalne ocieplenie, to znaczy, że rzeczywiście mamy poważne kłopoty. Ktoś mógłby jednak odpowiedzieć, że skoro nie miała do zaoferowania nic oprócz emocji, to niepotrzebnie udzielony jej został głos. Stanowczo się z tym nie zgadzam. Nawet jeżeli Greta nie ma żadnego merytorycznego wkładu do dyskusji o globalnym ociepleniu, to pokolenie, które reprezentuje, skazane jest na radzenie sobie z jego konsekwencjami, to oni zapłacą prawdziwą cenę, więc powinni mieć głos, nawet jeżeli nie mają jeszcze nic do powiedzenia.

Tyle od strony emocjonalnej. Analizując całą tę sytuację od strony ideologicznej nie da się jednak nie zauważyć pewnego lewicowego sentymentu płynącego z całego przemówienia. Jak śmiecie (przeklęta burżuazjo) odczuwać satysfakcję kosztem naszej satysfakcji, jak śmiecie bogacić się wiedząc, że płacić za to musimy my (klasa robotnicza). Oczywiście sentyment ten jest dla mnie zrozumiały i nie mam o niego do Grety pretensji, jednak skłania mnie on do pewnej refleksji na temat ogólnego stanu debaty na temat globalnego ocieplenia i roli jaką odgrywa w tym wszystkim lewica, gdyż mam z tym pewien problem. Chciałbym być jednak dobrze zrozumiany, nie mam pretensji do lewicy, że zajmuje się ekologią, wręcz przeciwnie, uważam, że to bardzo dobrze. Mam jednak pewien problem ze sposobem mówienia o tej kwestii, a konkretnie o formułowanie z ekologii postulatu, który bardzo często zostaje niejako „przyspawany” do lewicowości, co utrudnia akceptację go przez środowiska niekoniecznie podzielające marksistowski etos.

Na stronie Krytyki Politycznej słuchałem ostatnio podcastu zatytułowanego „Walka z katastrofą klimatyczną wymaga naruszenia podstaw kapitalizmu”. Już sam tytuł wydaje mi się denerwujący, bo chyba nieintencjonalnie sugeruje pewną niemożliwość. Jeżeli walka z kryzysem klimatycznym zależy od naruszenia podstaw systemu, który działa w stanie permanentnego kryzysu (od dekad mówi się o kryzysie i potencjalnym upadku kapitalizmu, a obserwujemy jedynie permanentny wzrost), to lepiej już zacznijmy zbierać na krem do opalania, bo nie ma dla nas ratunku. Sam nagłówek jest zresztą niedokładnym cytatem z podcastu, gdyż wypowiadająca się tam aktywistka nie miała na myśli wyłącznie walki z klimatem, a „sprawiedliwą przemianę” (czyt. taką bez ofiar) na rozwiązania ekologiczne. Według niej drastyczne ograniczenie przemysłu może odbyć się bez pogłębiania niesprawiedliwości społecznych, „wystarczy” jedynie naruszyć podstawy systemu rządzącego światem. Na czym zaś polegać ma owe „naruszenie podstaw kapitalizmu”? Otóż mówiąc w skrócie polega na płaceniu przez państwa gigantycznych pieniędzy, które zdobyć mają poprzez dalsze zadłużanie się. Wszystkie propozycje utrzymane zaś w tonie ogólników, spekulacji i myślenia życzeniowego, które odnoszą się do jakiegoś ogólnego emocjonalnego sentymentu sprawiedliwości, ale nie proponują przy tym żadnych realistycznych rozwiązań, a jedynie rzucane luźno lewicowe postulaty. Za wzór do naśladowania, jak przyznaje rozmówczyni, bierze Green New Deal, czyli plan klimatyczny amerykańskiej kongresmenki, Alexandrii Ocasio-Cortez. Plan, warto dodać, ogólnie wyśmiany przez scenę polityczną w USA, także przez mniej radykalnych członków partii Demokratów. Nie dość, że stawiał on kompletnie nierealne plany jak na przykład wyposażenie wszystkich budynków w kraju w energooszczędne technologie, rezygnację nie tylko z energii pozyskiwanej z paliw kopalnych ale i atomowej oraz całkowitą eliminację emisji CO2 w ciągu 10 lat, to jeszcze zawierał w sobie postulaty w ogóle niezwiązane z globalnym ociepleniem, jak utrzymywanie przez państwo osób nie chcących pracować, albo walka z rasizmem. Dla przykładu oto fragment jej propozycji klimatycznych (tłumaczenie moje):

Dążenie do sprawiedliwości i równości poprzez zatrzymanie obecnego, zapobiegnięcie przyszłym oraz naprawienie przeszłych form wyzysku rdzennej ludności, społeczności o kolorach skóry innych niż biała, społeczności imigranckich, społeczności zdezindustrializowanych (jest takie słowo?), wyludnionych społeczności wiejskich, ubogich, pracowników o niskich przychodach, kobiet, osób w podeszłym wieku, bezdomnych, niepełnosprawnych oraz młodych…

Jaki to ma związek z globalnym ociepleniem? Nie mam zielonego (hehe) pojęcia. Do tego warto zaznaczyć, że nawet w bardzo optymistycznych założeniach samej pomysłodawczyni, plan ten miałby kosztować USA 10 bilionów dolarów. Całkowity dług publiczny tego kraju wynosi obecnie 22 biliony. Chyba nie muszę więcej dodawać.

Powyższy przykład absolutnie nie wyczerpuje tematu i mógłbym podawać kolejne, ale nie chcę marnować swojego i Waszego czasu. Wydaje mi się, że wystarczająco pokazuje pewien ogólny tok myślenia lewicy w związku z rozmowami o ekologii. Przebrzmiewa z tego bardzo prosty przekaz – jeżeli chcesz wesprzeć walkę z ocieplaniem klimatu, to musisz jednocześnie z automatu kupić wszystkie inne mniej lub bardziej utopijne lewicowe postulaty. Nie możesz tak po prostu popierać rozwiązań ekologicznych bez zamienienia się w radykalnego lewicowego ideologa. To, powiedzmy wprost, jest skrajnie nieskuteczny sposób na przekonanie ludzi do działania. Mówię to jako osoba uznająca się wciąż za umiarkowanego lewicowca. Nie jestem fanem kapitalizmu. Wręcz przeciwnie, mam wiele żalu do tego systemu za to co zrobił z kulturą za to, że uczynił nadrzędną wartość z próżnego indywidualizmu oraz o wiele innych rzeczy. Należy jednak moim zdaniem pogodzić się z faktem, że prędzej upadnie cała nasza dzisiejsza cywilizacja niż kapitalizm. Prędzej upadnie demokracja. Prędzej wszyscy spłoniemy w ogniu globalnego ocieplenia. Jeżeli mamy podchodzić poważnie do kwestii powstrzymania katastrofy klimatycznej, to powinniśmy szukać rozwiązań, które wpisują się w ten system, zamiast próbować uzależniać nasz los od obalenia go. Innymi słowy należy szukać rozwiązań, które oprócz korzyści dla środowiska będą również generować pieniądz i napędzać gospodarkę. Problem jest po prostu zbyt poważny, żeby próbować z jego pomocą przekonywać ludzi do naszej osobistej ideologii. Zamiast tego należy starać się wpisać w dyskurs obecnie panującej globalnej ideologii, należy mówić językiem systemu, gdyż inaczej system po prostu nasze rozwiązania zignoruje. Warto przy tym docenić wartość drobnych kroków. Nawet jeśli czas goni, nawet jeśli musimy się spieszyć, więcej osiągniemy konsekwentnymi stopniowymi działaniami, niż wielkimi snami o rewolucji, które nigdy się nie spełnią.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Greta Thunberg i sny o upadku kapitalizmu

  1. Katarzyna

    Twierdzenia o wyzysku nie koniecznie są lewicową ideologią. To co ja w tym widzę, to walka międzypokoleniowa. Młodzi na całym świecie mają dość „bezpłatnych staży”, śmieciowych umów itp. bo „my w waszym wieku zarabialiśmy jeszcze mniej” itp. Tu nie chodzi o klimat, tylko o to, że świat zmienił się od czasu po 2 wojnie światowej, gdy dorośli cieszyli się, że w ogóle przeżyli, a młodzi odbudowywali zawalony świat za uśmiechy i goździki. Teraz obecni 50 i 60 latkowie to są grube ryby, które nie chcą dopuścić swoich dzieci do udziału w tych wszystkich luksusach w które opływają.

    Polubienie

    1. Mateusz

      Dziękuję za komentarz. Co do opisanego mechanizmu to ja całkowicie się zgadzam, że on istnieje. Natomiast dla mnie taka wrażliwość na tego typu niesprawiedliwość pochodzi z ideologii lewicowej. Ja tej wrażliwości zresztą nie krytykuję, sam ją podzielam i dlatego wciąż jeszcze głosuję na lewicę. Niemniej mój wpis miał na celu zwrócenie uwagi na rozdzielenie pewnych kwestii. Jeżeli chcemy przekonać ludzi do ekologii to siłą rzeczy musimy ze swoim przekazem dotrzeć do jak największej liczby ludzi i musimy uczynić ten przekaz realistycznym i możliwym do zaakceptowania. Jeżeli zaś, jak w przypadku Green New Deal Ocasio-Cortez opieramy swoje postulaty ekologiczne na kompletnie nierealistycznych oczekiwaniach finansowych, a do tego jeszcze wciskamy tam siłą całą gamę innych niezwiązanych z tematem politycznych postulatów, to choćby nasze chęci były szczere, upewniamy się, że nie zostaną wzięte na poważnie i że nie będziemy mieli nigdy okazji spróbować wcielić ich w życie. Nie znaczy to oczywiście, że mamy całkowicie zrezygnować z postulatów sprawiedliwości społecznej, tylko chodzi mi o taki dyskurs, w którym te kwestie mają swoje odpowiednie miejsce, a nie nachodzą na siebie, bo na przykład uzależnianie walki ze zmianą klimatu od obalenia kapitalizmu nie przekonuje umiarkowanego wyborcy.

      Polubienie

  2. ben

    W całym dyskursie chciałbym zwrócić uwagę na pychę – naszą czyli ludzi zachodu. Możemy sobie sadzić drzewka w Europie ograniczać produkcję, wprowadzać różnorakie opłaty za CO2. Ale to już nie od nas zależą zmiany klimatyczne. Na ziemi żyje blisko 8 miliardów ludzi z tego ile w krajach zachodu 10%. Gdzie jest produkcja, przemysł wytwarzający Co2 – już nie w Europie tylko w Azji zwłaszcza wschodniej i południowej. Nawet gdybyśmy wszyscy na zachodzie zostali wyznawcami ekoreligii to i tak wschód będzie robił swoje czyli wybierze kapitalizm. Bo tylko on jest w stanie zapewnić im rozwój. Głupotą jest też licznie na młode pokolenie – to prawda że chcą czystszego świata ale z czego są w stanie zrezygnować aby ratować planetę – z nowego smartfona produkowanego w nie niespełniającej norm emisji fabryki w Chinach. Może zrezygnują z tanich ubrań z Azji i sami będą szyli w domu ubrania jak nasze matki czy babki ?. a może zrezygnują z „eko chuliganologi” zasilanej bateriami LItowymi (totalnie nierecykinowanymi)- do którego lit jest produkowany w kopalniach niszczących środowisko w Chinach.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s